Close
Dzieje się

Historia cudu przemiany Ewy i Cezarego Byczkiewiczów

Każdego dnia mijamy ludzi, nie mając pojęcia o bitwach, które stoczyli. Patrząc dziś na Ewę i Cezarego Byczkiewiczów, trudno uwierzyć, jaka była ich przeszłość.

Dziś są małżeństwem, rodzicami dwójki dzieci i misjonarzami. Prowadzą kościół, uczą innych, jak studiować Biblię, pracują z młodzieżą. Niosą nadzieję tam, gdzie o nią trudno, choć jeszcze niedawno im samym brakowało wiary.

Czas na przełom

Ewa wychowała się w tradycyjnym domu. W wieku siedemnastu lat uznała, że Bóg to religijna fikcja i po prostu nie istnieje. Kilka miesięcy później wyjechała na chrześcijański obóz koszykarski, gdzie doszło do przełomu. Pół roku później zaczęła jeździć na nabożeństwa, angażować się w wolontariat i krok po kroku układać życie na nowo. Kluczowe okazało się spotkanie z amerykańską misjonarką w Łodzi, która wprowadziła ją w świat uczniostwa. Ewa zrozumiała, że chrześcijaństwo to żywa relacja z Bogiem i ludźmi, w której chodzi o Bożą chwałę.

Walki w klatce

Droga Cezarego była znacznie bardziej wyboista. Dorastał w środowisku naznaczonym alkoholizmem i przestępczością. W swoim sercu i ciele doznał wielu zranień, więc szukał potwierdzenia własnej wartości w sporcie. Sztuki walki, które początkowo miały być obroną, stały się przepustką do budowania pozycji.

Cezary zaczął walczyć w klatkach MMA. Wraz ze sportem pojawiły się narkotyki i przestępczy półświatek. Zaczął wnikać w te struktury coraz głębiej.

– Z ofiary stałem się przestępcą – mówi bez owijania w bawełnę Cezary. Pojawiła się depresja, uzależnienie od narkotyków i kompletna rozsypka tożsamości. W pewnym momencie Cezary wylądował na ulicy.

– Nigdy wcześniej nie pracowałem legalnie – mówi. Pod wpływem zderzenia z szarą rzeczywistością musiał nauczyć się życia od nowa. Podjął pracę.

Pytanie o niebo

Ewę poznał przypadkowo w biurze. Pamięta jeden detal: miała ostry nóż do obierania warzyw i owoców.

– Była jakaś inna. Miła, uśmiechnięta. To była pierwsza osoba, której opowiedziałem swoją historię, a ona mnie nie osądziła – opowiada Cezary. Po kilku miesiącach znajomości Ewa zadała mu pytanie: Czy myślisz, że pójdziesz do nieba? Cezary uznał, że odpowiedź jest oczywista. – Jasne. Jestem wolontariuszem, robię przecież dobre rzeczy. Ewa odparła krótko: Nie. Zbawienie jest z łaski przez wiarę, a nie z uczynków.

Te słowa nie dawały mu spokoju. W sierpniu 2014 roku Ewa zaprowadziła go do domu chrześcijańskiej rodziny. Przez kilka godzin rozmawiali o Bogu, cierpieniu i sensie życia. Cezary miał obawy, więc pytał o wszystko. W pewnym momencie jego opór przed zaufaniem Bogu pękł.

– Poczułem ogromną radość przebaczenia. Bóg po prostu uwolnił mnie od łańcuchów grzechu. Kiedy otworzyłem Pismo, wiedziałem, że tam jest życie i prawda. Chłonąłem je jak gąbka – wspomina.

Wspólna służba

Ewa i Cezary zaczęli się poznawać i rozwijać duchowo. Razem prowadzili małą grupę studiowania Słowa Bożego, która z czasem przekształciła się w kościół domowy. Cezary coraz częściej opowiadał o przemianie swojego życia publicznie. Podczas jednej z konferencji poznał Roberta i Elżbietę Boryczków, misjonarzy Ruchu Mt28, którzy stali się ich życiowymi mentorami. W 2017 roku Ewa i Cezary dołączyli do tej samej misji.

Dziś opiekują się wspólnotą liczącą około 50 osób. Sercem tego kościoła jest więź z Bogiem i uczniostwo. Ich działania wyszły też poza mury wspólnoty. O niezwykłym zwrocie w życiu Cezarego zrobiło się głośno w okolicy. Rodzice szukający ratunku dla swoich dzieci zaczęli pukać do drzwi Byczkiewiczów.

Tak powstało Stowarzyszenie Fundament Życia, które współtworzy kilka osób z kościoła. Dwa razy w tygodniu prowadzą treningi kickboxingu, w których wzięło udział już około 100 młodych ludzi.

Zbudować młodych na nowo

W treningach chodzi o rozwój fizyczny, zdrową komunikację i budowanie relacji. Raz na dwa miesiące Stowarzyszenie organizuje też bezpłatne, intensywne warsztaty weekendowe o nazwie Coaching drogi, podczas których młodzież i dorośli uczą się aktywnego słuchania, szacunku i stawiania właściwych pytań.

– Dzisiejszy młody człowiek potrzebuje przede wszystkim czasu – podkreśla Cezary. To czas jest ich główną walutą: indywidualne rozmowy, wspólna lektura Biblii, obecność. Gdy dziewczyna poznana przez jednego z chłopaków z kościoła przechodziła życiowy kryzys, Cezary z kilkoma osobami pojechali do niej i opowiedzieli o tym, jak Bóg ich zmienił. Dziewczyna uwierzyła, przeprowadziła się do Łodzi, rozpoczęła studia w seminarium baptystycznym. Dziś ma wpływ na inne kobiety.

Cezary swoją pasję do Pisma Świętego rozwija w ramach Instytutu Studiowania Biblii. W kościołach z całej Polski uczy studiowania Słowa Bożego metodą indukcyjną. Współtworzy też blog PisaneZSerca.pl, w ramach którego prowadzi korespondencyjne studium Ewangelii Jana.

Siła w tle

Cezarego częściej widać publicznie niż Ewę. Jednak bez jej pracy ten skomplikowany mechanizm zacząłby zgrzytać. Ewa studiuje Theology and Counseling w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie, uczy angielskiego, spina finanse kościoła i administrację ich służby.

Jako osoba wysoko wrażliwa i introwertyczna musi dbać o granice, odpoczynek i priorytety: Bóg, rodzina, służba. 

– Chcę być spójna i autentyczna, zamiast nakładać na siebie niepotrzebną presję – mówi Ewa. – Czuję, że Bóg przekuwa mnie w coś nowego. Nie wiem jeszcze, co z tego będzie, ale wiem, że jestem w procesie.

Nowy początek w małżeństwie i służbie

Byczkiewicze nie ukrywają, że ich relacja małżeńska miewała trudne momenty. Przełomem okazało się studium Listu do Galacjan.

– Zrozumiałem wtedy, że w życiu chrześcijańskim nie chodzi o prawo, ale o życie w Duchu Świętym. Kiedy pozwoliłem Bogu zmieniać moje serce, uratował nasze małżeństwo – wyznaje Cezary. Dzisiaj mówią wspólnym głosem o małżeństwie jako nowym początku. Uczą się na nowo rozumieć siebie, swoje rany i potrzeby. Bóg pokazuje Cezaremu, że wiele jego zachowań w rodzinie i służbie wynika z deficytów z dzieciństwa.

– Jako chłopiec nie byłem zauważony. Mam głębokie rany, ale Bóg powoli je leczy. Wiem, że w Jego oczach jestem ważny – dodaje.

Ich największym wyzwaniem jest nauka odpoczynku i stawianie granic. Uczą się, że nie muszą być ratunkiem na każdy ludzki problem i że to nie oni zbawiają świat.

Gdy pyta się Cezarego, gdzie widzi siebie za dekadę, nie wymienia wielkich stadionów ani spektakularnych projektów. – Chciałbym po prostu być blisko Boga, bliżej samego siebie. I chciałbym, żeby nasze dzieci miały z kogo brać przykład.

 

Więcej o działaniach Ewy i Cezarego:

Stowarzyszenie Fundament Życia: facebook.com/fundamentzycia

Blog Pisane z Serca: pisanezserca.pl

Studium Ewangelii Jana: pisanezserca.pl/studium

Coaching Drogi: https://app.evenea.pl/event/coachingdrogiwrzesien2026/

 

Poprzedni artykuł

Krok w nieznane

Następny artykuł

Wiara na starcie i mecie

© Ruch Chrześcijański Mt28. Wszelkie prawa zastrzeżone.